Zadaniowcu! Czy znasz smak Twojej kawy?

Dziesiątki karteczek samoprzylepnych. Strony w notesie z grafikiem ułożonym na tydzień do przodu. Walające się po mieszkaniu listy „ to do”. Znasz to? Być może jesteś idealnie zorganizowana/y, a może jesteś po prostu typowym zadaniowcem.

Ważne aby nie mylić pojęć. Człowiek zadaniowy nie musimy być zadaniowcem i na odwrót. O ile pierwsza cecha ma pozytywny wydźwięk, tak określanie kogoś mianem zadaniowca, przybiera już bardziej neutralne zabarwienie. Neutralne w moim odczuciu. Dlaczego? Dlatego, że to człowiek, który w moim mniemaniu nie potrafi żyć chwilą. To ktoś, kto popijając poranną kawę, nie celebruje aromatu ani smaku kawy. Zamiast tego, zadaniowiec układa w swojej głowie plan na resztę dnia, tygodnia i na weekend, cały czas myśląc o satysfakcji jaka będzie mu towarzyszyć przy wykreślaniu kolejnych zadań z listy. To wykreślanie staje się celem samym w sobie, a lista zadań nigdy nie jest pusta bo na miejsce tych „wykonanych” wchodzą od razu kolejne – Porównuję to do ucznia, który automatycznie i bezrefleksyjnie przyswaja nowy materiał do kolejnej klasówki, nie rozumiejąc ( i często nawet nie starając się zrozumieć istoty danego zagadnienia). Celem jest pozytywna ocena. A przecież nie o to chodzi.

Sama jestem typem zadaniowca. Na domiar złego muszę mieć wszystko zaplanowane z odpowiednim wyprzedzeniem. Tworząc listy i spisując wszystko na żółtych karteczkach, tworzę sobie stan względnej kontroli nad swoim życiem. Gorzej jeśli jedno ogniwo łańcucha zadań wpada w koleiny. Wtedy efekt jest zupełnie odwrotny od zamierzonego. Frustracja i złość, że „jeszcze tyle jest do zrobienia” a czasu tak mało.

Zwyczajnie byłam tym pośpiechem zmęczona do granic możliwości.

Jakiś czas temu postanowiłam ograniczyć moje weekendowe listy do jednej czynności, którą chciałam wykonać. W końcu nic nie muszę; świat się nie zawali jeżeli w sobotę nie umyję podłogi, nie przyszyję guzika do koszuli lub jeśli w niedzielę nie przerobię rozdziału z książki do nauki hiszpańskiego. Robię to, co w danym momencie ŚWIADOMIE wybiorę i poświęcam temu 100% uwagi. Bez pośpiechu, z którym w parze idzie bylejakość. Nie o to chodzi aby zrobić w określonym czasie jak najwięcej. Chodzi o to, aby zrobić świadomie, a finalnie czerpać  zadowolenie z wykonanej pracy lub nawet satysfakcję. Tego się trzymam i wiecie co? Mam wrażenie, że ktoś wstrzyknął w mój weekend dodatkowe godziny, bo czas płynie po prostu (w końcu!) wolniej.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *